Modlitwa osobista w życiu księdza. Czym jest, co takiego daje i na co nas otwiera?

Jestem księdzem siódmy rok. Jakiś czas temu biskup zaproponował, abym w czasie urlopu (każdemu księdzu przysługuje miesięczny urlop) wziął udział w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę, w charakterze przewodnika grupy. Pomysł spodobał się proboszczowi, ucieszyli się również parafianie. W tym samym czasie mój brat Rafał, który także jest księdzem, organizował w Koszalinie kurs „Paweł”, na który tak naprawdę planowałem pojechać już od pięciu lat. Każdego roku jakoś się nie składało; w czasie studiów trzeba było uczyć się języka włoskiego, dlatego podczas urlopów owszem jeździłem, ale do szkoły na kursy językowe. Marzyłem jednak, by pojechać na kurs organizowany w ramach Szkoły Nowej Ewangelizacji. Kompletnie nie wiedziałem, co robić. Z jednej strony pielgrzymka: ksiądz biskup prosi, proboszcz prosi, parafianie proszą, a z drugiej kurs – na drugim końcu Polski, prowadzony przez mojego brata. W dodatku wiedziałem, że jeśli się na niego zdecyduję, to będę jedynym księdzem z naszej drohiczyńskiej diecezji, który bierze w nim udział, gdyż nikt wtedy od nas na ten kurs nie jechał. Co miałem zrobić? Wspominam teraz o tym w kontekście próby odpowiedzi na pytanie: co daje modlitwa. Otóż zadzwoniłem do mojego brata, ks. Rafała – tego, który miał prowadzić kurs:

 − Mam dylemat – mówię. − Nie wiem, co wybrać: kurs czy pielgrzymkę?

– Piotrek, a pytałeś Boga? − na to Rafał.

– No jak pytałem Boga? − pomyślałem wtedy. − No… modlę się. Mówię pacierz przecież: Zdrowaś Maryjo, Pod Twoją obronę…
Ale nigdy nie pytałem Boga wprost, by mi odpowiedział na moje pytania, te tu, w codzienności. Jestem księdzem, więc się modlę.

– Nie, nie − odpowiada Rafał.− Mam na myśli to, czy pytasz Boga na modlitwie, co konkretnie masz zrobić?

– Jak to: „czy pytam Boga”? − zdziwiłem się.

 – Normalnie. Czy szukasz odpowiedzi na swoje pytania w Piśmie Świętym, prosząc wcześniej Ducha Świętego, by wskazał Ci drogę? Wtedy rozczytujesz się w woli Bożej, a nie własnej.

 – No tak, na pewno – pomyślałem. – Otworzę Pismo Święte, a tam będzie napisane: „Piotrek, idź na pielgrzymkę”. Albo: „Jedź jako jedyny ksiądz z diecezji na kurs do Koszalina. Jeszcze do swojego brata… Tak, na pewno już to tam znajdę”. I roześmiałem się.

−Ja tak robię, odkąd jestem księdzem− usłyszałem w odpowiedzi od Rafała.

 − O kurczę! − pomyślałem.

Porozmawialiśmy jeszcze chwilę. Ta rozmowa odbyła się, pamiętam, w sobotę wieczorem. W niedzielę postanowiłem, że przez cały dzień – tak jak umiem − będę wzywał pomocy Ducha Świętego, a wieczorem− jak zasugerował Rafał− otworzę Pismo Święte na chybił trafił.

Po wieczornej Eucharystii usiadłem w fotelu, biorąc Biblię do ręki, dodatkowo pomodliłem się: „Duchu Święty, nie chcę Cię oszukiwać. Po prostu proszę Cię, abyś wskazał mi, co mam zrobić. Tylko proszę konkretnie: czy mam iść jako przewodnik na pielgrzymkę, czy jako jedyny ksiądz pojechać do brata na kurs”. Biblia otworzyła się na Księdze Jeremiasza – rozdział 3, wersy: 14 i 15. Przeczytałem: „Wróćcie, synowie wiarołomni, bo jestem Panem waszym i przyjmę was, po jednym z każdego miasta, po dwóch z każdego rodu, by zaprowadzić na Syjon. I dam wam pasterzy według mego serca, by was paśli rozsądnie i roztropnie” (zob. Jr 3, 14-15). Po jednym z każdego miasta – miałem jechać na kurs jako jedyny z diecezji, z parafii, z miasta; po dwóch z każdego rodu – ja i mój brat, który ten kurs prowadził; dam wam pasterzy według mego serca, by was paśli rozsądnie i roztropnie – tam, na tym kursie, chcę Cię paść, Piotrze. Jak tak sobie teraz na to patrzę, to śmieję się w duchu,
bo jeszcze tylko tam brakowało słów: Piotrze Jarosiewiczu.

Rozumiem, że wybrał ksiądz kurs „Paweł”?

Tak, oczywiście, już o więcej szczegółów Boga na ten temat
nie pytałem. Ale odpowiadając na wcześniejsze pytanie: czym jest modlitwa, co takiego daje, na co otwiera? Chcę zauważyć, że jeśli się w nią zanurzam, to wchodzę w rzeczywistość głębi. Pozwalam, by Bóg zmieniał plany, które mam względem siebie. Dzięki Duchowi Świętemu, który wtedy prowadził tak, jak On chciał, gdzie On pragnął, muszę przyznać, że po tym kursie zmieniło się moje kapłaństwo. Inaczej głoszę kazania. Zastanawiam się, jak głosiłem i kogo głosiłem wcześniej… Wiem, że nie Boga, a siebie. Gdybym poszedł na pielgrzymkę, to oczywiście wszystko potoczyłoby się dobrze – biskup, proboszcz i parafianie byliby zachwyceni, ale ja najprawdopodobniej dalej głosiłbym siebie. Podkreślam to, bo modlitwa pozwala na wolność, którą jest chodzenie w Duchu Świętym. Ona tę wolność wyzwala. Sprawia, że zaczynamy wpatrywać się i wsłuchiwać w to, czego Bóg chce w nas i przez nas dokonywać.

Zostaw komentarz