Post rozumiemy jako powstrzymanie się np. od jedzenia mięsa przez cały dzień. Egzorcysta ks. Michał Olszewski, wskazując sposób wyjścia osób uzależnionych od grzechów, mówi, że owa walka musi się dokonywać w życiu wewnętrznym równocześnie na trzech płaszczyznach. Pierwsza ma się odbywać w trakcie samej pokusy, która przychodzi w postaci myśli. Ojciec Michał zachęca, by te myśli (ile ich by nie było) za każdym razem oddawać Panu Bogu, czyli otulać je modlitwą, prosząc jednocześnie, by On je przyjmował
i przemieniał. Na tym poziomie odpada najwięcej chrześcijan, którzy ufają, że taka walka wystarczy. Jeśli mam przed sobą włączony laptop z filmem erotycznym, to na nic się nie zda oddawanie myśli Bogu. Nie – samo oddawanie myśli w tym momencie nie wystarczy. Jednocześnie oddając każdą grzeszną myśl (czy to będzie myśl nieczysta, czy bluźniercza, czy grzeszna), mamy przeciwstawiać się drugą formą równoczesnej walki − odcięciem się od grzechu, w który mamy zamiar wejść. Np. jeśli pojawia się myśl, by zgrzeszyć grzechem nieczystości, to nie tylko myśl tę oddawać mamy Bogu, ale – cytując Ewangelię – odcinajmy to, co prowadzi do grzechu: „Jeśli prawa ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją; jeśli oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je; lepiej ci bowiem ułomnym wejść do królestwa niebieskiego”. Nie chodzi tu bynajmniej o odcinanie rąk czy wyłupywanie oczu, bo wszyscy bylibyśmy kulawi, ślepi i ułomni. Nie o to chodzi; odcinam to, co we współczesnym świecie powoduje mój upadek. Np. zamykam laptopa,
w którym zazwyczaj oglądam filmy erotyczne; wyłączam telewizor, gdy pojawia się jakaś scena, która niszczy moje kapłaństwo czy małżeństwo; zakładam blokady na telefon − jeśli tego nie odetnę, nie ma szans, że pokonam własne słabości. Alkoholik odcina wódkę, a palacz papierosy itd. Jezus nie dyskutował ze Złym, a ucinał wszystko, co prowadzi do złego. Teraz uwaga: i to nie wystarczy.
Co jeszcze?
Nie tylko oddaję złe, grzeszne myśli Bogu, nie tylko zamykam laptopa, wyłączam telewizor czy wstawiam blokady antyerotyczne na telefon, ale musi się dokonać swoistego rodzaju odtrutka ciała przyzwyczajonego do danego grzechu. Np. alkoholik (ale to tyczy się każdego uzależnienia), który ma pokusę się upić – ta pokusa najpierw jest na płaszczyźnie myśli, więc ma za zadanie oddawać te myśli Bogu (ile ich by nie było: czy 3 na minutę czy 30)
– absolutnie wszystkie i zawsze. Dalej, nie tylko oddaje myśli, ale pozbywa się wszystkiego co związane z alkoholem – nie chowa na potem, tylko wylewa, odcina – jeśli schowa, to nie łudźmy się: on wcale nie odcina grzechu, zakrywa go czasem (bo jak się skończy Adwent, Wielki Post, to nadrabia, wypijając wszystko). I trzecia rzecz: ciało domaga się alkoholu, przez lata nim karmione jak tylko wstanie, domaga się alkoholu. Pan Jacek Pulikowski
(od 40 lat prowadzący poradnię małżeńską oraz pomagający parom w trudnych sytuacjach życiowych) na jednym z wykładów mówił, że jak się dziesięć lat wchodzi w grzech i w nim trwa, to trzeba z niego co najmniej też dziesięć lat wychodzić. Oczywiście są uzdrowienia i uwolnienia, ale wiem, że kiedy podejmujemy walkę, to jest to pewien proces, który wcale nie trwa tydzień, miesiąc, rok, ale całe życie w myśl słów: „Szatan wymieciony
z duszy błąka się, bierze siedem gorszych duchów i wraca w to samo miejsce”. Więc na tych trzech płaszczyznach dokonywać ma się nasza walka z każdą pokusą, stąd odpowiadając na pytanie: czy możliwy jest post od grzechu, stwierdzam: tak – jeśli staramy się powstrzymać od myśli, które są złe, oddając je Bogu, powstrzymać się i zamknąć, wyrzucić dany rodzaj uzależnienia oraz inaczej spróbować „zmęczyć” ciało. Ja np. jak mam pokusy – biegam, starając się zmęczyć ciało. Wtedy odchodzi to, przez co szatan chce mnie usidlić.
Dobrze, to niech mi ksiądz powie, jak w takim razie, bazując na przykładzie tej potrójnej walki: myśl, odcięcie i ciało
– poradzić sobie np. z obmawianiem, plotkami czy kłamstwem tak powszechnym we współczesnym świecie?
Wiem, że są one naszą codziennością, ale naprawdę się da. Jeśli pojawia się myśl, by obmówić, to oddaję ją Bogu; jeśli jestem wśród ludzi, którzy obmawiają − co za problem? − wystarczy uciąć ich obmowy zmianą tematu.
Nie zawsze się da zmienić temat.
To prawda, stąd ja stosuję w tym wypadku tzw. obmowę pozytywną (to mój własny termin – nie wiem, czy jest on poprawny). Polega ona na tym, że kiedy siedzimy z bliskimi i zaczynają się obmowy, to ja zaczynam obmawiać, ale pozytywnie, czyli znajduję coś drobnego, pozytywnego w osobie obmawianej i o tym mówię. Zachęcam do małego „ćwiczonka”, by przez tydzień − jeśli chcemy już obmawiać − to tylko pozytywnie, żeby w relacji z ludźmi, których spotkamy, mówić, szukać, dostrzegać cech pozytywnych.
Warto spróbować iść w codzienności za słowami Chrystusa, który mówi: „Stawiam przed tobą błogosławieństwo i przekleństwo”. Mam też świadomość, że Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło ukarze, dlatego staram się oddawać daną osobę (którą potencjalnie mogę obmówić) Bogu − On lepiej ją poprowadzi.
A jak i to nie skutkuje, czyli dalej ludzie obmawiają?
To po prostu wstaję i wychodzę. To ten trzeci element walki ze Złym – najtrudniejszy. Nie jest to łatwe, jednak albo „bawimy się” w chrześcijaństwo, albo udajemy. Jeśli udajemy, z czasem nam się to po prostu znudzi i odejdziemy, więc po co udawać? Ja wolę żyć w prawdzie. Jest to trudne, ale prawda ochrania, daje bezpieczeństwo i bliskość Boga.
Dzieciom w szkole, w której uczę, tłumaczę to na zasadzie parasola, który mamy rozłożony nad sobą w czasie mocnego, rzęsistego deszczu. Parasolem jest łaska Boża, która ochrania nas przez deszczem: złem, grzechem, uzależnieniem. Dzięki temu osłaniającemu mnie parasolowi nie pada na mnie deszcz, nie jestem mokry, nie przemarzam itd… I to ode mnie zależy, czy ten parasol w trakcie padającego deszczu odstawię, odłożę, wyrzucę, czy go wykorzystam. Parasol jest alegorią łaski, która mnie chroni i uświęca. W wolności pozostawionej mi przez Boga mogę z tej łaski (z parasola) zrezygnować. Tylko ci, którzy świadomie odstawią parasol, wystawiając się tym samym na padający deszcz, niech nie mówią, że jest coś nie tak, że potem są mokrzy, chorzy, „dlaczego Bóg do tego dopuścił?”. „Bóg tak nie chciał” – to nasza wolność i nasz wybór. Bóg wymyślił parasol, który ma nas chronić.
Jeden komentarz
Dziękuję za ten wpis. Pierwszy raz spotykam się z tak konkretną “instrukcją obsługi” walki z pokusą 🙂 Bardzo przydatne, do walki z każdym grzechem.