Przypomina mi się sytuacja, która miała miejsce siedem lat temu, kilka minut po moich święceniach kapłańskich. Jest piękne czerwcowe popołudnie, siedzę z rodziną przy stole po skończonej Mszy Świętej, jemy obiad. I mój brat, Rafał, który następnego dnia ma wygłosić kazanie na mojej mszy prymicyjnej, pyta mnie – przy tym stole, tak przy wszystkich – czy wierzę w to, że kiedy będę udzielał błogosławieństwa prymicyjnego
(jest to specjalne błogosławieństwo udzielane przez neoprezbitera), ludzie będą mieli dar spoczynku w Duchu Świętym. Pyta przed chwilą wyświęconego księdza. Muszę się przyznać, że widziałem spoczynki w Duchu Świętym, ale do tej pory nigdy sam tego nie doświadczyłem.
Co miałem odpowiedzieć? „Jasne, że wierzę”.
A wierzył Ksiądz?
– A czy nadała im pani imiona?
– Nie, nie pomyślałam o tym.
– To proszę to
zrobić. I tak jak modlimy się za wstawiennictwem świętych – Jana Pawła II, s.
Faustyny, o. Pio – tak proszę modlić się, wzywając wstawiennictwa swoich
dzieci, aby Bóg pani ciążę prowadził, żeby mogła pani to dzieciątko urodzić i
pięknie je
wychować.
Mówię o tym,
bo ona chciała zrobić sobie post od modlitwy. Chciała przestać się modlić. A
Duch Święty nie tylko podpowiedział, że ma nieustannie się modlić, ale też
wzywać wstawiennictwa orędowników – w tym przypadku jej nienarodzonych dzieci.
Urodziła śliczne dzieciątko. Ochrzciłem je, ma na imię Piotruś. Uśmiecham się
na wspomnienie o nim.
Czego jesteśmy tak naprawdę najbardziej głodni i spragnieni w dzisiejszych czasach?
Przypomina mi
się sytuacja, która miała miejsce siedem lat temu, kilka minut po moich
święceniach kapłańskich. Jest piękne czerwcowe popołudnie, siedzę z rodziną
przy stole po skończonej Mszy Świętej, jemy obiad. I mój brat, Rafał, który
następnego dnia ma wygłosić kazanie na mojej mszy prymicyjnej, pyta mnie – przy
tym stole, tak przy wszystkich – czy wierzę w to, że kiedy będę udzielał
błogosławieństwa prymicyjnego (jest to specjalne błogosławieństwo udzielane
przez neoprezbitera), ludzie będą mieli dar spoczynku w Duchu Świętym. Pyta
przed chwilą wyświęconego księdza. Muszę się przyznać, że widziałem spoczynki w
Duchu Świętym, ale do tej pory nigdy sam tego nie doświadczyłem.
Co miałem odpowiedzieć? „Jasne, że wierzę”.
A wierzył Ksiądz?
Hmmm. Wiedziałem, że jest w Kościele coś takiego jak spoczynek w Duchu Świętym, ale nie spotkałem się z tym doświadczeniem osobiście.
Na nikogo do tej pory nie nakładałem rąk. Rafał zadał kolejne pytanie: „Czy wierzysz w to, że kiedy będziesz jutro nakładał
ręce przy błogosławieństwie, ludzie będą mieli dar decyzji, np. o porzuceniu nałogów?”.
Znowu odpowiedziałem, że wierzę, chociaż nie było to zgodne z prawdą. Zacząłem modlić się w sercu: „Boże, gdzie ja się wyspowiadam?
Kłamię w żywe oczy – rodzicom, rodzeństwu, bliskim – a przecież jutro mam sprawować pierwszą w życiu Mszę Świętą”.
Rafał zadał następne pytanie: „A czy wierzysz w to, że kiedy będziesz udzielał prymicyjnego błogosławieństwa, ludzie będą mieli dar glosolalii – mówienia językami? Pomyślałem: „Rafał, weź proszę, już przestań! Przestań pytać!”.
Powiedział Ksiądz, że wierzy…
No niestety, skłamałem. Nigdy wcześniej tego sam nie doświadczyłem. W międzyczasie, gdy wróciliśmy do domu rodzinnego, pojechałem do kościoła, by się wyspowiadać. Niedzielna msza prymicyjna trwała blisko cztery godziny. Rafał mówił kazanie. Nadszedł moment błogosławienia ludzi.
Nałożyłem ręce na brata, Arka, a on osunął się na ziemię. Pomyślałem, że Rafał i Arek, czyli dwaj moi rodzeni bracia, na pewno się umówili,
żeby umocnić mnie w wierze. Podszedłem do ministranta – sytuacja powtórzyła się.
A to był ośmioletni chłopiec, nie improwizowałby spoczynku w Duchu Świętym. Dzieci nie potrafią oszukiwać. Podchodzę do kolegi
z klasy, nakładam na niego ręce, a ten zaczyna mówić w nieznanym mu języku – wiem, że był to hebrajski, a on mówił Modlitwę Pańską.
Słyszę niosący się po kościele głos Rafała, który stojąc przy ołtarzu, mówi: „Dwie osoby mają teraz dar decyzji – chcą przestać palić papierosy,
które mają w kieszeniach. Odwagi, Pan was poprowadzi”. Po wszystkim, pamiętam, że oni wstali i wyszli, a ja na kolanach wielbiłem Boga za to,
że tam, gdzie jest grzech, On rozlewa Swoją łaskę. Na progu kapłaństwa w delikatności dotknął mojego serca tak, że chcę więcej i więcej.
I mam świadomość, że takie doświadczenie Boga daje pewność i zmienia rzeczywistość wiary. Jeśli brak nam dzisiaj takiego właśnie doświadczenia Boga, to chrześcijaństwo, nasze bycie w Kościele, można porównać do wypowiedzi Ignatiosa z Syrii, który podczas zjazdu ekumenicznego w Uppsali
w 1968 roku, wypowiedział takie słowa:
„Bez Ducha Świętego Bóg jest daleki, Chrystus jest przeszłością, Ewangelia martwą literą,
a Kościół organizacją. Bez Ducha Świętego postępowanie »po chrześcijańsku« jest jedynie moralnością niewolników.
Zaś w Duchu Świętym Chrystus staje się obecny, Ewangelia staje się siłą życia, władza – służbą, która wyzwala,
a postępowanie człowieka staje się przebóstwione”.
Zaczynamy myśleć jak Jezus, mówić jak Jezus i żyć jak Jezus.
O to się modlę, wstając każdego dnia jako kapłan, by Bóg dawał „świeże” doświadczenie Jego samego.
Wtedy inaczej wygląda kapłaństwo, inaczej wygląda codzienne kazanie, sprawowana Msza Święta czy spowiedź.